— Albercie? Kiedy przyszedłem do ciebie z obliczeniami, martwiliśmy się, że wywołamy reakcję łańcuchową, która zniszczy cały świat... — Pamiętam doskonale. Co w związku z tym? — Myślę, że ją wywołaliśmy. Ten wieńczący Oppenheimera dialog pozostał ze mną po seansie aż do dziś i nie bez powodu otwieram nim recenzję Odysei Christophera Nolana. Odnoszę bowiem wrażenie, że to film, który powstał w pewnym sensie jako rozwinięcie głównej idei poprzedniego obrazu reżysera. I choć ekranizacja poematu Homera to kulminacja wielu motywów z dotychczasowej nolanowskiej twórczości, u jej rdzenia leży opowieść o człowieku, który jak Oppenheimer dokonał rzeczy wielkiej, ale jednocześnie straszliwej. To historia mężczyzny, który nade wszystko przepełniony jest żalem.


